
Alexis de Tocqueville w swoich wspomnieniach podkreślał, iż pisząc swe znane dzieło ” O demokracji w Ameryce”, zastany obraz rodzącego się “demokratycznego społeczeństwa amerykańskiego” zawsze w myślach porównywał z arystokratyczną kulturą i państwem Francuskim, które znał jako arystokrata, minister spraw zagranicznych II Republiki ale także jako badacz, czego materialnym przykładem jest genialna książka dla tych co chcą zrozumiec czym jest w praktyce “Rewolucja”, czyli “Dawny ustrój i rewolucja”.
Ta dobra Arystotelesowska zasada z której wiele nauk porównawczych ( dla szpanu nazywanych w języku naszych panów- comparative science
) wywodzących się z metodologii nauk przyrodniczych korzysta. Arystotelesowska odpowiedź “względem czego?” na zadawane pytanie o istotę jakiegoś bytu, jest słuszna gdyż umożliwia w jakiejś mierze uniknięcie błędu polegającego na tworzeniu i absolutyzowaniu w myślach abstrakcyjnych konstruktów oderwanych od zastałej obserwowalnej rzeczywistości.
Dlatego postarajcie się państwo czytając ten wpis o administracji mandaryńskiej, odnieśc to do wyobrażenia czym jest biurokracja Unii Europejskiej albo precyzyjniej się wyrażając, czym zacznie byc po ratyfikowaniu, dla psikusa nazwanej “Traktatem Reformatorskim”, Konstytucji Europejskiej
.
Fundamentami państwa-administracji mandaryńskiej było jak każdej administracji forma korporacjonizmu, czyli zamkniętego autonomicznego środowiska rządzącymi się swoimi wewnętrznymi regułami. Tak jak we wcześniejszym wpisie już wspominałem, do lat 80 XX wieku gregoriańskiego kalendarza w Państwie Środka nie było prawa spisanego, Maoistyczne rządy (inne niż komunizm stalinowski) opierały się w duże mierze na ludowej samowolce, natomiast hierarchia we władzy Cesarstwa opierała się na poziomie znajmości pism Konfucjańskich przez Mandrynów. Do administracji rządzącej oficjalnie można było się dostac przez otwarte wielostopniowe egzaminy państwowe, przy czym mogli do nich startowac członkowie kasty mandaryńskiej i wybitni przedstawiciele “szlachetnego ludu”, a nie mogli przedstawiciele niegodziwych zawodów jak kupcy, rzemieślnicy, mnisi, prostytutki, czy strażnicy więzienni( w tej kolejności nie godziwi
) których traktowano jako zagrożenie dla moralności i harmonii w państwie.
W praktyce znajmośc rozbudowanego systemu idiograficznego wymagała dużych nakładów finansowych i wieloletniej edukacji, co eliminowało udział “szlachetnego ludu” we władzy przez brak środków i czasu na edukację. Po przejściu ścieżki egzaminów w zależności od wyniku lądowało się na odpowiednim urzędzie w hierarchii administracyjnej. Wymiana elit trans-narodowo ( w chinach jest ponad 60 etnicznych wspólnot) polegała na przechodzeniu wykształconych przez klany rodowe przedstawicieli do administracji państwowej oraz przejmowanie ideologii państwa (Konfucjanizmu…w WE ideologię UE europejska lewica nazywa “Europejskimi Wartościami”) na które miało ono monopol.
W Chinach mnisi buddyjscy, którzy nieśli ze swoją “filozofio-religią” alternatywny model organizacji władzy byli fizycznie likwidowani, gdyż uważano ich za zagrożenie( słusznie gdy spogląda się na historię Japonii, gdzie mnisi buddyjscy wpłynęli na między klanowy układ sił w dworze Cesarskim w VIII wieku, a nawet sięgali najwyższych urzędów, co ujawniło się nagle w dramatycznych okolicznościach, przy okazji skandalicznego związku cesarzowej Koken 孝謙天皇 718 r. – 770 r. (749 – 758) z mnichem Dokyo, który został mianowany pierwszym ministrem, a następnie otrzymał tytuł hoo, oznaczający mniej więcej cesarza-kapłana.)
Władca mędrzec-> uczeni-mędrcy doradcy-> urzędnicy (moralni i utalentowani) ->urzędnicy pomocniczy
Tak jak wyżej wyglądała hierarchia zależności między poszczególnymi stopniami władzy w administracji centralnej, która należy pamiętac sięgała swoją jurysdykcja bezpośrednio do pewnego poziomu, poniżej którego władze wybierane były lokalnie w powiatach(demokracja w starożytnych Chinach..no patrzcie państwo
) i mniejszych jednostkach terytorialnych( będzie wkrótce o tym wpis). Można dla wyobrażenia takiej władzy posłużyc się analogią współczesnego (biorąc pod rozwagę odpowiednie proporcje) Afganistanu gdzie władza rządu sięga Kabulu i większych miast a resztą rządzą organizacje klanowe czy lokalne mafie i “warlordzi”. Na strukturę “rządu” Cesarza składał się Wielki sekretariat i sześc izb: nominacji funkcjonariuszy, skarbu, rytuałów(ceremonii i stosunków z państwami wasalnymi), spraw wojskowych, spraw karnych i robót publicznych.
Wyobrażenie sobie czym zajmował się urzędnik Cesarstwa Chińskiego dziś jest o tyle dziwne, że jego dewizą nie było “aktywizowanie społeczności” czy tym podobnych dobrodziejstw, które nam państwo Rewolucyjne nakazuje, bo przecież wyboru żadnego nie mamy i musimy tą “dobroc” brac czy tego chcemy czy nie. Dewizą urzędnika Cesarstwa w odróżnieniu od urzędników Rewolucyjnych była pasywnośc i minimalizm w działaniu w celu utrzymania i nie zaburzenia “porządku między niebem a ziemią”. I tak za usługę administracyjną płacił usługobiorca, co zrozumiałe nie skłaniało go do częstych odwiedzin urzędnika ( zresztą żęby trafic do urzędnika musiał by jechac kilka dni i zapewne taka wyprawa nie mało by kosztowała, pamiętajmy że powiaty w Chinach mają wielkości współczesnych krajów europejskich ). Możemy spojrzec na to rozwiązanie jak zwykle z różnych stron, zależy od punktu siedzenia, natomiast skutkiem takiego nie działania władzy była samo-organizacja się ludzi na poziomie klanów, czy nie jest to świetna “aktywizacja społeczności” ze strony władzy?
W praktyce obowiązkami administracji Cesarskiej była kontrola terenów należących do “żółtej cywilizacji”, pobór rekruta, nakładanie podatków na powiaty w zależności o siły ludnościowej i gospodarczej każdego, monitorowanie potencjalnych buntów chłopskich i klanowych które pacyfikowano wysyłając do zbuntowanych regionów wojska Cesarskie. Należy podkreślic iż w administracji istniały dwa piony , wojskowy i cywilny podporządkowane każdemu szczeblowi władzy, przy czym władza cywilna wiodła prymat nad wojskową.
Analogia państwa konfucjańskiego do Unii Europejskiej może byc na pierwszy rzut oka nad wyrost , ale gdyby przyjrzec się mechanizmom UE bliżej to urzędnicy komisji europejskiej zaczynają przypominac eunuchów z kasty mandaryńskiej. W UE panuje zakrojony na dużą skalę interwencyjny skup produktów rolnych(wynalazek chiński, a jakże…choc chińczycy nie byli tak okrutnie jak europejczycy którzy dopłacając do produkcji rolnej powodują nie opłacalnośc rolnictwa w Afryce, a zatem śmierc dużej populacji ludności z głodu oraz poległych w wojnach plemiennych gdzie jak dobrze wiemy walczą dzieci ) podobnie brzydzą się wojną i wojskiem( pacyfizm w europie jest wszędobylski a na różnych uniwersytetach także w Polsce ruszają kierunki “Europejska dyplomacja prewencyjna” (sic!). Widzieliśmy przejawy tego pacyfizmu chociażby w Srebrenicy gdzie na prośby Holenderskich żołnierzy o ostrzał zbliżających się wojsk Serbskich, dowództwo francuskie NATO nie zareagowało….no a skutki późniejszego mordu wszyscy znamy ), przy czym ciekawe czy gdyby jakaś peryferyjna prowincja(np. nad rzeką Wisłą
) Cesarstwa Europejskiego chciała w przyszłości wypowiedziec traktat i wyjśc ze “wspólnoty” analogicznie do Chin nie zostały by wysłane do pacyfikacji zbuntowanego regionu wojska Cesarskie?
I dlaczego Cesarzem byłby wtedy Niemiec?