Czym jak nie prawem do własnych myśli są tzw. “prawa własności intelektualnej”?
Jeżeli wytworzę swoją myśl, to czy należy ona do mnie? A gdy ktoś w innej przestrzeni wytworzy podobną myśl mimo braku kontaktu z moją myślą? Do kogo ona należy wtedy ?
Czy należy dowodzić czasowego aspektu wytworzenia danej myśli przez te dwie osoby, aby udowodnić kogo myśl była pierwotna?
A gdy tą myśl przetworzę przez moje ciało? Spiszę ją, wygłoszę, namaluję, ulepię i opublikuję , ktoś ją dostrzeże własnymi zmysłami i przetworzy wytwarzając nową myśl, w jakiejś mierze bazującą na myśli mojej. Czy jego myśl jest w jakieś mierze moją przetworzoną myślą? Czy mam wtedy jakieś prawa to jego wytworzonej myśli?
W świecie opartym na konstruktach myśli, jest to na tyle wielki problem, że ustanawia się “prawa własności intelektualnej”, czyli prawa sankcjonowane przez państwo Rewolucyjne, także przecież oparte metafizycznie na konstrukcie rozumnym, chroniące myśli jednych ludzi wobec drugich ludzi. Stanowi się to jako legalne prawo, zatem aby to prawo wyegzekwować należy służbami policyjnymi wykrywać czy przypadkiem ktoś nie myśli myślami ludzi których nie powinien się zajmować (komunizm, nazizm) , lub w mniej radykalnej formie czy nie czerpie korzyści z własnych myśli, które powstały pod wpływem myśli innych ludzi(plutokracja). Czy tak naprawdę coś takiego jak “właśnośc intelektualna” ma jakiekolwiek merytoryczne podstawy? Obejrzyjmy co o tym sądzą współcześni ekonomiści “szkoły austriackiej” prof. Hans Herman-Hoope, dr. r. Josef Šíma i dr. Nikolay Gertchev.
A tu z bardziej ‘przyziemnego’ i prawnego pktu widzenia: http://www.barczentewicz.com/ekonomia/zmierzch-fonografii/
I dobry cytat z powyższej strony: “You can disagree as to whether it’s “fair” that the price of recorded music will be zero or near zero, but you can’t disagree that it’s going to happen.”
I jeszcze to http://www.opcja.pop.pl/numer45/45mach.html